Żeby nas było więcej

Dziś w Senacie odbyła się konferencja “Bariery ograniczające dzietność w Polsce”. Wzięli w niej udział przedstawiciele Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, eksperci od demografii z SGH i UW, Związek Dużych Rodzin “Trzy Plus” oraz przedstawiciele samorządów. Konferencja miała na celu zdiagnozowanie przyczyn spadku przyrostu naturalnego i refleksję nad rozwiązaniami wspierającymi rodzinę, które należałoby wprowadzić w życie. Szczególnie ważna miała być kwestia płatnych urlopów wychowawczych.

Zapewne wpłynie to na ostateczny kształt ustawy, która na początku listopada została skierowana przez rząd do konsultacji społecznych. Więcej o konferencji zamierzam napisać za parę dni w rozmowie z Teresą Kapelą ze Związku Dużych Rodzin “Trzy Plus”.



Projekt ustawy o dłuższych urlopach dla rodziców rodzi wiele pytań. Na niektóre można znaleźć odpowiedź na stronie kancelarii premiera, wciąż jednak pozostaje kilka kwestii dyskusyjnych. Dla przypomnienia: wg nowego projektu ustawy oprócz podstawowego i dodatkowego urlopu macierzyńskiego (łącznie 26 tygodni) będzie można skorzystać z urlopu rodzicielskiego, który potrwa kolejne 26 tygodni. Daje to w rezultacie okrągły rok urlopu, jeśli wykorzystuje go jedno z rodziców. Już po 14 tygodniach będzie można podzielić urlop między rodziców, co sprawi, że młody tata będzie mógł zniknąć z pracy na prawie dziesięć miesięcy. Zasiłek przysługujący podczas tych urlopów zależny będzie od tego, czy zgłosimy pracodawcy chęć wykorzystania urlopu do maksimum już przed porodem (wtedy zasiłek wynosi 80 procent podstawy wymiaru zasiłku przez cały czas), czy też decyzję o dodatkowym urlopie podejmiemy później. Wtedy będzie to 26 tygodni z zasiłkiem 100 procent i kolejne 26 tygodni z zasiłkiem 60 procent. Finansowo wychodzi to na jedno. Kwota, jaką przez ten czas łącznie otrzymamy od ZUSu, jest taka sama w obydwu wariantach urlopu. Pytanie brzmi, czy wolimy dopiero po kilku miesiącach przystosować domowy budżet do niższego dochodu, czy zdecydujemy się na taką samą kwotę co miesiąc przez cały rok. Albo inaczej patrząc na sprawę: czy wolimy grać w otwarte karty i od razu poinformować pracodawcę o zamiarze wykorzystania rocznego urlopu, czy poczekać z tą rewelacją i dać znać przełożonym później... Lub po prostu później podjąć decyzję, bo niektórzy będą woleli najpierw przyjrzeć się funkcjonowaniu powiększonej rodziny, a dopiero później się zastanowić, co będzie dla niej najlepsze. Taka możliwość opóźnienia decyzji wydaje mi się dobrym pomysłem, bo zostawia rodzicom trochę czasu na zastanowienie. Może się przecież po paru miesiącach okazać, że młoda mama chciałaby już wrócić do pracy albo że świeżo upieczony ojciec pragnie spędzać z dzieckiem więcej czasu.

Wątpliwości pojawiają się, jeśli chodzi o termin, w jakim należy poinformować pracodawcę o zamiarze skorzystania z rocznego urlopu. W myśl projektu ustawy będzie trzeba zgłosić pracodawcy taką chęć na 14 dni przed przewidywanym terminem porodu. Ten jednak ulega zmianie - każde kolejne USG pozwala dokładniej przyjrzeć się rozwojowi malucha. Jeśli przyjąć za “obowiązujący” termin przewidywany przez lekarza, to ma to być przewidywany termin z pierwszego, drugiego czy trzeciego badania? Co jeśli dziecko przyjdzie na świat w 7 czy 8 miesiącu i matka nie zdążyła zadeklarować chęci wzięcia dłuższego urlopu? Dużo prościej byłoby zgłaszać taką chęć pracodawcy już po porodzie.

Ciekawa jest też opcja wykorzystania dodatkowych 6 tygodni macierzyńskiego oraz części lub całości urlopu rodzicielskiego w innej formie - na pół etatu. Na drugie pół etatu wraca się do pracy. Taka możliwość pojawia się od 20 tygodnia po urodzeniu dziecka. Zasiłek wynosi w tej sytuacji 50 procent podstawy. Tu aż chce się zapytać - czy można by wykorzystać to w taki sposób, że każde z rodziców pracuje na pół etatu, a pozostały czas poświęca dziecku? To rozwiązywałoby problem rodzicom dzieci, dla których zabrakło miejsca w żłobku i tym, których dochody nie pozwalają na opłacenie opiekunki. Byłoby to pomocne także w sytuacji, gdy rodzice nie chcą powierzać opieki nad dzieckiem komuś obcemu. Wygląda jednak na to, że będzie to niemożliwe. Zachowana ma zostać zasada, w myśl której rodzice nie będą mogli korzystać z urlopu równocześnie. A szkoda, bo wielu z nich ułatwiłoby to życie - zwłaszcza tym, którzy nie mają mamy czy teściowej emerytki skłonnej zająć się wnukiem.

Ustawa ma trafić do Sejmu w pierwszym kwartale 2013, a obowiązywać - od września przyszłego roku. Jest to optymistyczna wersja wydarzeń, bo prace nad ustawą mogą się przedłużyć. Klamka jeszcze nie zapadła, a już zbierają podpisy pod petycją kobiety, które mają urodzić przed 17 marca 2013. Proponują, żeby dłuższy urlop był dostępny dla wszystkich rodzących w 2013. Aby tak było, ustawa musiałaby wejść w życie 10 czerwca. Przyszłe mamy powołują się na fakt, że wcześniejsze ustawy prorodzinne dotyczyły całych roczników i że nie można różnie traktować dzieci urodzonych w tym samym roku. Gdybym była w takiej sytuacji, też pewnie czułabym się poszkodowana. Ale z drugiej strony - jeśli podążać tym tropem dalej, to można by dojść do wniosku, że poszkodowane są rodzące w końcu tego roku, bo skoro już padł pomysł wydłużenia urlopów, to czemu one też nie mają mieć lepiej?

Do rodzicielstwa mają Polaków zachęcić nie tylko dłuższe urlopy. Dyskutowane są projekty zwiększenia liczby żłobków i tańszych przedszkoli. Kontynuowanie mają być dopłaty dla kupujących pierwsze mieszkanie. Warto by było też zrobić coś z 23-procentowym VATem na artykuły dziecięce, który boleśnie uderza rodziny po kieszeni, ale o tym jakoś nie słychać...
Trwa ładowanie komentarzy...