Teresa Kapela: "Nie mówimy o dobru dziecka"

W ubiegłym tygodniu odbyła się w Senacie konferencja “Bariery ograniczające dzietność w Polsce”. O tej konferencji oraz o rozwiązaniach prorodzinnych proponowanych przez rząd rozmawiałam z Teresą Kapelą ze Związku Dużych Rodzin “Trzy Plus”. Jest to druga część rozmowy.

Co Pani myśli o projekcie płatnych urlopów wychowawczych? Jakie korzyści przyniosłoby ich wprowadzenie?



Teresa Kapela: Jestem całym sercem za tym, żeby rodzice mieli możliwość zajmowania się własnym dzieckiem przez pierwsze lata jego życia. Zastanawiam się, dlaczego szukając dobrych rozwiązań dla rodzin, w ogóle nie mówimy o dobru dziecka. Polscy psychologowie nadal pracują nad teorią Johna Bowlby, który mówił, że nawet krótkookresowe rozłączenie z matką, kiedy idzie ona do szpitala urodzić następne dziecko, ma niezwykle mocne konsekwencje dla małego dziecka. I ten okres do trzeciego roku życia to okres rozwoju, który rzutuje na całą przyszłość człowieka. Chodzi tu i o kwestie zdrowotne, i o rozwój emocjonalny, ale też wtedy się tworzy kontakt w rodzinie. I założenie, że możemy ten kontakt nawiązywać w nocy, kiedy dziecko śpi - bo rzadko rodzice pracują tylko 8 godzin dziennie - jest nierealne.

Z zajmowaniem się dziećmi wiąże się praca kobiet w domu, która nie jest uważana za pracę. Jest w sporej części społeczeństwa przekonanie, że ta praca to siedzenie. A to z siedzeniem nie ma nic wspólnego...

T.K.: Dlaczego nazywamy pracą opiekę nad dzieckiem, kiedy robi to obca osoba, a w ogóle wykluczamy taką możliwość w przypadku rodziców? To zupełne postawienie sprawy na głowie. Pamiętam, że sama bym chętnie na jakiś kawałeczek etatu pracowała, mając małe dzieci, bo daje to oderwanie od morderczej pracy, jaka jest w domu. Morderczej i często monotonnej.

Opieka nad dziećmi jest niełatwa i nie przynosi dochodów, a próg, poniżej którego można liczyć na zasiłek, jest bardzo niski. To chyba nie wpływa dobrze na dzietność?

T.K.: Polska rodzina jest niezwykle wrażliwa na finanse. W Związku wciąż mówimy o konieczności bezpośrednich alokacji finansowych do rodziny. Nie do żłobka czy przedszkola. Może jednak rodzina mogłaby mieć prawo wyboru, czy za te pieniądze wysyła dziecko do żłobka, czy zajmuje się osobiście. W innych krajach jest to przeliczane dokładnie - ile dopłaca państwo do tego typu instytucji, a ile może dopłacić rodzina. Często jest to związane z zarobkami rodziców, a nie z ilością dzieci w rodzinie. W 85. roku, kiedy mieliśmy dwójkę dzieci, oprócz zasiłku z racji urlopu wychowawczego dostawaliśmy zasiłki, które stanowiły ⅓ naszych dochodów. Mogłam sobie pozwolić na zajmowanie się dziećmi. Wtedy okazało się, że 92% kobiet skorzystało z urlopów wychowawczych, ponieważ zaczęły one być płatne i stosunkowo wysoko płatne w stosunku do pensji. Zetknęłam się z opiniami, że rodziły się następne dzieci, bo rodzina chciała spokojnie móc zająć się dziećmi, które już są.
W tej chwili mój najstarszy syn nie ma żadnych dodatków związanych z wychowywaniem dzieci. Już drobne dowożenie do przedszkola i szkoły kosztuje go więcej, niż jakikolwiek zasiłek, który by ewentualnie mógł dostać, gdyby dochód na osobę nie przekraczał 539 zł. Fakt, że zasiłki na dzieci cały czas spadają i że w tej chwili ich dostępność jest zbliżona do minimum biologicznego, jest dla mnie faktem wstydliwym.

Więc wygląda na to, że wśród barier dla dzietności to bariera ekonomiczna ma największe znaczenie?

T.K.: Jak wspomniałam, w momencie, gdy kobieta dostała sensowny zasiłek wychowawczy, urodziła się masa dzieci. Mówi się przecież o boomie stanu wojennego. Poważni naukowcy mówią, że nie było wtedy nic innego do roboty, bo nie było elektryczności. A nikt nie wspomina o tym, że wtedy właśnie wprowadzono płatne urlopy wychowawcze jako realizację strajkowych postulatów sierpnia '80.
Druga sprawa: w 2006 roku zostały podniesione zasiłki na dzieci samotnie wychowywane. Wtedy o 200% wzrosła liczba par rozwodzących się i występujących o separację. Czyli że te 100 czy 150 zł było na tyle ważne dla utrzymania rodziny, że ludzie decydowali się na separację.

Słyszałam o wielu parach, które nie biorą ślubu, bo mają dziecko i ekonomicznie rzecz biorąc, ten zasiłek jest dla nich ważny. Plus to, że dziecko samotnie wychowywane łatwiej dostanie miejsce w przedszkolu... Obecnie rząd zamierza wprowadzić kilka ułatwień dla rodzin: tańsze przedszkola, dopłaty do żłobków, dopłaty do mieszkań, dłuższe urlopy dla rodziców. Które z tych rozwiązań będzie najbardziej pomocne?

T.K.: Znakomitym pomysłem jest wydłużenie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego, przede wszystkim ze względu na możliwość osobistego zajmowania się własnym dzieckiem. Weszliśmy w jakąś pętlę zupełnie odrealnionego myślenia o dzieciach. Nie widzimy konkretu: tego maleńkiego dziecka, które budzi się w nocy, które potrzebuje matki 24 godziny na dobę. Zapewnienie przynajmniej roku na bycie z dzieckiem wydaje mi się bardzo ważną rzeczą. Rozwiązanie, które z budżetu państwa finansowałoby pozostanie któregoś z rodziców w domu, jest konieczne dla przestawienia priorytetów.

A co z dopłatami do mieszkań? Czy to nie jest konkretna pomoc?

T.K.: Kredyt w programie “Rodzina na swoim” nie był korzystniejszy niż inne oferty. W ogóle nie dotyczył rodzin wielodzietnych, bo górna granica metrażu to było 75 metrów. Tymczasem kiedy ten program wchodził, w takich rodzinach wychowywała się ⅓ dzieci w Polsce. Nie ma prawie przykładów taniego budownictwa i wydaje się, że jest to dramatyczny problem. Jesteśmy chyba jedynym państwem, które cały rynek mieszkaniowy skomercjalizowało. We wszystkich krajach Europy albo są dopłaty niwelujące koszt kredytów, albo jest budownictwo komunalne. My nie tylko odeszliśmy od budownictwa komunalnego, ale też mamy trudną sytuację na rynku pracy. Większość młodego pokolenia nie ma zdolności kredytowej, a jeśli ją ma, to uwiązuje sobie kamień u szyi na następne 30-40 lat. To jest właściwie rodzaj ponownego niewolnictwa.

Wygląda na to, że ci, którzy w tych okolicznościach decydują się na dzieci, są niemal bohaterami. Nie powinno więc dziwić to, że część młodych Polaków nie zastanawia się nad tym, ile chcieliby mieć dzieci, ale nad tym, czy w ogóle chcą je mieć. W jaki sposób zachęciłaby Pani młodych ludzi, którzy zastanawiają się, czy zostać rodzicami?

Rodzicielstwo to niezwykła radość z towarzyszenia dziecku przez wiele lat i doświadczenie, którego się nie da z niczym porównać. Nie warto z tego rezygnować mimo wszelkich trudów. To jedna z najpiękniejszych rzeczy, które nam się w życiu mogą przydarzyć. Warto dodać, że ważne jest wychowywanie przynajmniej dwójki dzieci, ponieważ ważne są też interakcje między nimi... No i jakoś nie umiem sobie wyobrazić swojego życia bez dzieci.

Pierwsza część rozmowy do przeczytania tutaj.
Trwa ładowanie komentarzy...