Jezusek w żłóbeczku czy zimna stajnia i chłopcy od krów?

Tradycyjny żłóbek w kościele karmelitów bosych w Zamartem
Tradycyjny żłóbek w kościele karmelitów bosych w Zamartem
Dostałam kartkę świąteczną od znajomej o złotym sercu i... niezbyt wyszukanym guście. Obrazek przedstawiał szopkę – typową, polską, z pozłacanym siankiem i różowym bobasem wyciągającym rączki do świata. Rzęsiście oświetlona stajenka biła w oczy za sprawą sporej ilości brokatu, a Maryja i Józef byli promiennie uśmiechnięci. Całości dopełniały anioły unoszące się na niebie i zapewne czuwające nad tym, by Bożemu Dziecku ptasiego mleka nie brakło.

Obraz słodki i sielski, na jaki można się natknąć w czasie świąt na każdym kroku. Od początku do końca sztuczny. Bo prawda o wydarzeniu świętowanym przez chrześcijan jest zupełnie inna. Łatwiej jest myśleć, że w betlejemskiej grocie było cieplutko i pachniało świeżym sianem. A było tam prawdopodobnie ciemno, zimno i pusto. Szesnastoletnia dziewczyna rodziła swoje pierwsze dziecko bez pomocy położnej i lekarza. Brakowało tam ciepłej wody, oświetlenia i środków uśmierzających ból. Nie było gdzie położyć nowonarodzonego Jezusa. Tak właśnie musiało być według słów Ewangelii. Tymczasem do kultury europejskiej przeniknął słodki obraz stajenki, który nie wymaga od odbiorcy refleksji.



Zjawisko to ma odbicie również w języku – nie mówi się przecież, że Jezus leżał w żłobie. Mówi się „żłóbek”, „stajenka”, „stajeneczka”. „Pastuszkowie” zamiast „chłopcy od krów”. Tani efekt. Tani i kiczowaty. Ale potrzebny po to, żeby za dużo nie myśleć. Bo gdyby uświadomić sobie, że Betlejem to pierwsza odsłona dramatu życia, które zakończy się na Golgocie, to mogłoby to prowadzić do dłuższego procesu myślowego, co bywa niebezpieczne. Dlatego lepiej nie szukać prawdy. Nie ma potrzeby zastanawiania się nad ładną szopką z różowym aniołkiem. Dziecku można ją pokazać. Same plusy.

Kartka, którą dostałam, bez wątpienia była kiczowata. Ale Jezus w pieluszkach taki nie jest. Kiczem uczyniła go dopiero nasza kultura. „Chrystus się rodzi, nas oswobodzi...” Jezus przyszedł na świat, jest pulchny i uśmiechnięty, i teraz wszystko już będzie dobrze, mówią świąteczne obrazki i kolędy. Usiądźmy więc do stołu i zjedzmy piąty kawałek makowca, a wszystko się jakoś ułoży. Tylko nie zastanawiajmy się nad sensem świąt, bo może się okazać, że coś nas przy tym zaboli. A Boże Narodzenie jest przecież po to, by było przyjemnie. Czy nie?
Trwa ładowanie komentarzy...